4 przykłady integracji OpenAI z Make dla automatyzacji procesów w agencjach marketingowych
Spis treści
OpenAI + Make w agencji marketingowej: jak naprawdę wygląda to w praktyce
Kiedy kilka miesięcy temu siedziałam z zespołem jednej z warszawskich agencji na Zoomie o 21:30, wszyscy mieli ten sam problem: „My już nie wyrabiamy na komentarze, raporty, leady, a każdy kolejny klient to logistyczny koszmar”. Zamiast dorzucać kolejne ręce do pracy, zaczęłyśmy składać im ekosystem na OpenAI i Make. Po trzech tygodniach pierwsza osoba z social mediów mogła wreszcie wyłączyć Slacka przed 19:00.
I o tym jest ten tekst: jak wykorzystuję połączenie OpenAI z Make w realnych agencjach – bez kodowania, bez magii, za to z konkretnymi efektami.
Dlaczego akurat duet OpenAI + Make?
Make jest dla mnie orkiestratorem – spina w całość CRM, arkusze, Notion, Slacka, skrzynki mailowe. OpenAI jest mózgiem, który potrafi z tych danych wyciągnąć sens, przetworzyć kontekst i podać gotowy wynik: draft odpowiedzi, propozycję kampanii, podsumowanie raportu.
W jednej z agencji performance’owych na Pradze zaczęłyśmy od bardzo prostego zestawu: CRM + Google Sheets + OpenAI w Make. Zero kodu. Najpierw tylko obsługa leadów, później social media, na końcu raporty. Dopiero kiedy rozpięłyśmy to na 4 osobne automatyzacje, całość zaczęła działać jak kompletny system, a nie „jeden fajny scenariusz w Make”.
Co ważne – największa oszczędność czasu zwykle nie wynika z samego generowania tekstów. Prawdziwy skok produktywności pojawia się tam, gdzie AI w Make automatycznie przygotowuje kontekst: zaciąga dane z CRM, Notion, Google Drive, historii kampanii i dopiero na tej podstawie tworzy treść czy rekomendację. To właśnie te „szare”, niewidoczne kroki robią największą różnicę.
Jak wygląda integracja OpenAI w Make od kuchni
W Make mamy natywny moduł OpenAI, w tym obsługę Assistants API. Dzięki temu mogę w jednym scenariuszu:
- pobrać dane z CRM lub formularza,
- przekształcić je w ustrukturyzowany kontekst,
- nakarmić tym kontekstem asystenta OpenAI,
- odesłać wynik do maila, Slacka, Airtable czy Notion.
W jednej z agencji B2B na Mokotowie cała logika promptów nie siedzi w Make, tylko w Airtable. Head of content może zmienić ton wypowiedzi albo strukturę odpowiedzi w dwóch komórkach Airtable, bez dotykania automatyzacji. Make po prostu pobiera na bieżąco aktualny prompt z Airtable i przekazuje go do OpenAI. To rozwiązanie bardzo polecam – szczególnie gdy macie kilku strategów, którzy lubią „dopieszczać” komunikację.
Przy większej skali pojawia się inny, mało omawiany problem: koszty tokenów i limity znaków. W jednej agencji e‑commerce, która odpytywała OpenAI przy prawie każdym ruchu w CRM, rachunek za modele nagle wyskoczył kilkukrotnie. Rozwiązaniem było agresywne skracanie inputów, kompresja historii rozmów i wprowadzenie zasady: AI dostaje tylko to, czego naprawdę potrzebuje, a resztę doczytuje z powiązanych rekordów.
Social media: automatyczna analiza opinii i odpowiedzi
W pewien poniedziałek w biurze przy ul. Dobrej social media managerka pokazywała mi Excela z ponad tysiącem komentarzy z Facebooka i Google My Business. Wszystko ręcznie, wszystko „na wczoraj”. To był idealny kandydat pod OpenAI + Make.
Dziś ten proces wygląda tak:
- Make zbiera nowe opinie i komentarze z Facebooka, Google My Business i innych źródeł.
- OpenAI klasyfikuje je pod kątem sentymentu (pozytywny, neutralny, negatywny) i tematu.
- Na tej podstawie generowany jest szkic odpowiedzi dopasowany do tonu marki.
- W przypadku wpisów krytycznych trafia powiadomienie na konkretny kanał Slacka z oznaczeniem odpowiedniej osoby.
W wielu kampaniach udaje się w ten sposób obsłużyć około 70–80% komentarzy w trybie „AI draft” – człowiek tylko rzuca okiem, poprawia detale i akceptuje. I co ważne: nie chodzi tu wyłącznie o oszczędność czasu. Jakość odpowiedzi też rośnie, bo model ma stały dostęp do bazy wiedzy klienta: FAQ, polityki, archiwalnych kampanii zapisanych w Notion lub Google Drive.
Ciekawy dodatek, który wdrożyłyśmy u jednego z klientów: OpenAI działa też jako recenzent odpowiedzi pisanych przez ludzi. Scenariusz w Make wysyła przygotowaną przez social media managerkę odpowiedź do OpenAI z prośbą o ocenę zgodności z wytycznymi marki i tonem głosu. Model nie przepisuje tekstu od zera – tylko zaznacza potencjalne ryzyka i sugeruje korekty. Efekt: mniej „wpadek” komunikacyjnych, mniej stresu.
Generowanie opisów z wideo: od uploadu do gotowego posta
W studiu klienta na Żoliborzu nagrywałyśmy serię krótkich filmów edukacyjnych. Po trzecim nagraniu padło klasyczne: „Super, tylko kto teraz do tego wszystko opisze na LinkedIn, YouTube, Insta…?”. Odpowiedź: system.
Schemat, który tam wdrożyłam:
- Upload pliku wideo na YouTube lub Google Drive uruchamia scenariusz w Make.
- Model Whisper transkrybuje nagranie.
- OpenAI na podstawie transkrypcji tworzy kilka wersji opisów: dłuższy na LinkedIn, krótszy na Instagram, opis pod YouTube, czasem nawet lead pod artykuł.
- Całość ląduje w Notion, a część postów od razu wpada do kolejki w Metricool.
Różnica w czasie pracy była brutalnie czytelna. Zespół, który normalnie potrzebował 3–4 godzin na przygotowanie szkicu artykułu czy pakietu postów z jednego materiału, schodził do 20–40 minut. Przy tej samej liczbie osób produkowali dwa–cztery razy więcej sensownych tekstów.
Jedna z marek, z którymi pracuję, po kilku miesiącach takiego półautomatycznego recyklingu wideo zanotowała wzrost ruchu organicznego na blogu i socialach rzędu 20–60% (dane z Google Analytics i Search Console). To był cud contentu. regularność i skalowalność: nagranie wideo przestaje być „jednorazowym strzałem”, a staje się źródłem całych serii postów.
Warto też pamiętać o drugiej stronie medalu: przy dużej ilości materiałów video prompt engineering zaczyna być osobnym projektem. W kilku agencjach trzymam prompty nietwardo w Make, tylko w osobnych bazach w Airtable lub Notion – osobny moduł „prompt hub”. Strateg może łatwo decydować, jak zmienia się perspektywa, CTA, długość, a Make tylko wstrzykuje odpowiedni prompt w odpowiednim miejscu scenariusza.
Lead nurturing i oferty: AI jako pierwszy handlowiec
Przy jednym z klientów SaaS-owych, gdzie większość leadów wpada z Typeforma, usiadłyśmy z działem sprzedaży w sali konferencyjnej przy ul. Pięknej. Na tablicy: „średni czas odpowiedzi – kilka godzin, konwersja lead → rozmowa: do poprawy”. To klasyczny przypadek, gdzie OpenAI + Make potrafi zrobić dużą różnicę w krótkim czasie.
Scenariusz wygląda mniej więcej tak:
- Nowy formularz (Elementor, Typeform, Webflow) uruchamia trigger w Make.
- Dane z formularza trafiają do OpenAI, gdzie model:
- podsumowuje treść zapytania,
- ocenia potencjał (lead scoring) na podstawie ustalonych kryteriów,
- przygotowuje szkic odpowiedzi dopasowanej do kategorii klienta.
- Draft maila zapisywany jest w Gmailu lub Outlooku, a kluczowe dane i scoring trafiają do CRM (HubSpot, Pipedrive, czasem SalesWizard).
W kilku agencjach, gdzie ten schemat wdrożyłam, średni czas pierwszej odpowiedzi spadł z „kilku godzin” do „kilku minut”, a konwersja lead → rozmowa handlowa podskoczyła o kilkanaście procent (na podstawie danych z CRM i pipeline’ów).
Ciekawym zastosowaniem jest też użycie OpenAI jako asystenta sprzedaży. Make po odebraniu zapytania ofertowego potrafi:
- przeanalizować, o co tak naprawdę prosi klient,
- wyciągnąć z maila kluczowe informacje i uzupełnić odpowiednie pola w CRM,
- zaproponować szkic odpowiedzi oraz listę pytań doprecyzowujących.
W jednym z software house’ów w Krakowie, z którym pracuję, handlowiec rano wchodzi do CRM i ma już pouzupełniane rekordy: budżet, rodzaj projektu, priorytet, branża – wszystko wyciągnięte z długich maili przez OpenAI.
Klasteryzacja fraz SEO i planowanie contentu
Jest taki moment w większości agencji SEO: ktoś wkleja do Google Sheets kilkaset fraz z narzędzia typu Senuto czy Ahrefs i mówi „to teraz by się przydało to ogarnąć tematycznie”. Ręczne grupowanie to mordęga, szczególnie przy dużej liczbie słów kluczowych.
W jednej z agencji z Wrocławia postawiłyśmy to procesem:
- Wrzucasz do arkusza surową listę fraz.
- Trigger w Make odczytuje nowe wpisy.
- OpenAI:
- przypisuje frazy do grup tematycznych,
- określa Search Intent,
- proponuje robocze tytuły artykułów,
- czasem sugeruje hierarchię: które frazy są „pillar”, a które wspierające.
Zaktualizowane dane trafiają z powrotem do tego samego arkusza, ale już do osobnych zakładek i kolumn. Zespół contentowy dostaje gotowy „content map”: temat, intencja, tytuł, propozycja struktury. Zamiast godzin sortowania w Excelu, praca zaczyna się od momentu kreatywnego.
Przy większej liczbie klientów SEO przydaje się jeszcze jedno: automatyczne generowanie „research prompts” na podstawie danych klienta i historii kampanii. W jednej agencji contentowej OpenAI dostaje zestaw informacji o kliencie z CRM + poprzednie artykuły, a w zamian zwraca listę pomysłów na A/B testy, nowe wątki do poruszenia, potencjalne sekcje FAQ. To taki półautomatyczny strateg kampanii, który pomaga zespołowi wymyślać, a nie tylko wykonywać.
Raporty marketingowe: od danych do sensownych wniosków
W pewnej agencji e‑commerce z Poznania miałam sytuację, gdzie account na koniec miesiąca siedział do 23:00 nad Excelem i prezentacją do klienta modowej marki. Dane z Google Ads, Meta Ads, GA4, CRM – wszystko ręcznie sklejane. Idealne pole dla Make i OpenAI.
Model wdrożenia:
- Make zbiera dane z Google Sheets, Looker Studio, czasem bezpośrednio z API reklamowych.
- Dane są agregowane i normalizowane (ten krok jest kluczowy, bo AI potrzebuje porządku).
- OpenAI dostaje już ustrukturyzowany zestaw metryk: wydatki, przychody, ROAS, zmiany tydzień do tygodnia, sezonowość.
- W zamian generuje:
- podsumowanie miesięczne „po ludzku”,
- rekomendacje działań na kolejny okres,
- podkreślenie nietypowych odchyleń.
Przy portfelu 20–30 klientów takie podejście potrafi zaoszczędzić od kilkudziesięciu do ponad sześćdziesięciu godzin miesięcznie – to są realne liczby z dwóch agencji, z którymi pracuję (na podstawie time trackingu). Jednocześnie rośnie poziom „konsultingowości” raportów, bo AI można poprosić: „zachowuj się jak senior performance marketer” i kazać mu zwracać uwagę na konkretne wskaźniki.
Spójny tone of voice – jak to poukładać, żeby nie bolało
Jedna z bardziej bolesnych rzeczy dla klientów: każdy copywriter pisze trochę inaczej. Przy trzech osobach w zespole różnice są jeszcze do ogarnięcia, przy siedmiu–ośmiu zaczyna się chaos. Z OpenAI i Make można to bardzo sensownie ujednolicić.
Robię to zwykle w kilku krokach:
- Tworzę „bibliotekę” tone of voice klienta – fragmenty tekstów, których klient jest najbardziej dumny, wytyczne, co jest absolutnie niedopuszczalne. Wszystko ląduje w Notion lub Airtable.
- OpenAI uczy się na tym stylu – w sensie trenowania własnego modelu. przez konsekwentne podawanie tego jako kontekstu w promptach lub w ramach Assistants API.
- Każdy scenariusz Make, który generuje treści (od postów po maile), pobiera z bazy właściwy pakiet wytycznych i przekazuje go do modelu.
Dodatkowo, w kilku agencjach wdrożyłyśmy moduł „ujednolicanie stylu”. Scenariusz w Make:
- zbiera teksty od różnych copywriterów,
- wysyła je do OpenAI z instrukcją: dostosuj język do standardu marki X,
- odsyła poprawione wersje do Notion lub CRM-u.
Account managerzy bardzo to doceniają, bo łatwiej im utrzymać spójność komunikacji, a klienci przestają wyczuwać różnice między „tekstem Ani” i „tekstem Marcina”.
Technika, o której mało kto mówi: błędy, retry i logowanie
Przy intensywnym korzystaniu z OpenAI w Make zaczynają wychodzić na wierzch problemy techniczne. W jednej agencji z Trójmiasta nagle przestały działać scenariusze obsługujące komentarze. Powód? Cicha zmiana w odpowiedziach API OpenAI i brak zabezpieczeń po stronie Make.
Dlatego przy większej skali zawsze dodaję:
- mechanizm retry z backoffem (czyli powtarzanie zapytań do API z rosnącym odstępem czasu),
- logowanie błędów do Slacka albo Google Sheet z czytelną informacją: kiedy, gdzie, jaki błąd, jaki był input.
To może brzmieć „technicznie”, ale bez tego każdy drobny problem w API to potencjalny przestój w obsłudze klientów. Z perspektywy agencji to po prostu polisa bezpieczeństwa.
Kontrola jakości i proces akceptacji treści
W jednej agencji kreatywnej na Powiślu największym wyzwaniem przy wdrożeniu AI nie była technologia, tylko… workflow akceptacji. Kto zatwierdza treści? Kiedy? Jak odróżnić, co jest draftem AI, a co już przeszło przez człowieka?
Finalnie ustaliłyśmy trzystopniowy przepływ, który dziś często powtarzam:
- AI draft – treść wygenerowana automatycznie, czeka w Airtable/CRM na weryfikację.
- Copywriter – człowiek poprawia, nadaje finalny szlif.
- Approved – oznaczenie, że materiał jest gotowy do publikacji lub wysyłki.
Statusy są oznaczane w CRM lub Airtable, a Make pilnuje przejść między nimi i wysyła przypomnienia. Dodatkowo OpenAI pełni rolę recenzenta: sprawdza, czy finalny tekst jest zgodny z brand bookiem i wytycznymi. To naprawdę zmniejsza napięcie między „AI nam odbierze pracę” a „AI jest narzędziem, które daje nam więcej czasu na rzeczy, które lubimy”.
Bezpieczeństwo, dane i zdrowy rozsądek
Przy jednym projekcie w branży medycznej klient bardzo mocno podnosił temat bezpieczeństwa danych. I słusznie. Automatyzacje z OpenAI i Make często dotykają wrażliwych informacji, więc:
- ograniczam zakres danych wysyłanych do modeli do absolutnego minimum,
- pseudonimizuję dane tam, gdzie się da (np. „Klient A”, bez imienia i nazwiska),
- pilnuję uprawnień w Make i narzędziach źródłowych,
- jasno komunikuję zespołom, czego nie wrzucamy do AI.
Drugim filarem bezpieczeństwa jest stały monitoring. AI nie jest rozwiązaniem „ustaw raz i zapomnij”. W każdym projekcie ustawiam stałą pętlę: regularny przegląd outputów, korekty promptów, dopinanie wyjątków. Zaskakująco często to drobna zmiana w promptach albo w filtrach wejściowych robi największą różnicę w jakości.
Od czego zacząć w swojej agencji
Jeżeli myślisz teraz: „Brzmi dobrze, ale od czego w ogóle ruszyć?”, to podpowiem ci ścieżkę, którą najczęściej prowadzę zespoły:
-
Social media i obsługa komentarzy
Duża ilość powtarzalnych zadań, szybki efekt, wyraźne odczucie ulgi w zespole. Idealny „pierwszy projekt”. -
Lead nurturing i odpowiedzi na zapytania
Każda minuta szybszej reakcji przekłada się na pieniądze. Tu bardzo wyraźnie widać zwrot z inwestycji. -
Raporty i podsumowania kampanii
Oszczędność godzin seniorów, którzy zamiast przeklejać dane mogą je wreszcie interpretować i doradzać klientom. -
Content z recyklingu (wideo → tekst, audio → tekst)
Szczególnie jeśli masz klientów, którzy dużo nagrywają, ale rzadko wykorzystują to dalej.
Przy planowaniu pamiętaj o jednym: zaprojektuj od razu sposób kontroli kosztów tokenów. W kilku projektach budowałyśmy w Airtable prosty moduł, który liczył średnie zużycie tokenów na scenariusz i pozwalał mi na bieżąco optymalizować inputy i prompty.
Podsumowanie: AI i Make jako realny partner, nie gadżet
Po tych kilkunastu wdrożeniach w różnych agencjach widzę jedną wspólną rzecz: najlepsze efekty przychodzą z „jednego mega scenariusza”. z zestawu 3–4 dobrze przemyślanych automatyzacji, które razem tworzą ekosystem.
OpenAI + Make potrafią:
- odciążyć zespoły z ręcznych, powtarzalnych zadań,
- przyspieszyć obsługę klientów, leadów i raportów,
- ujednolicić styl komunikacji wielu osób,
- podnieść jakość treści – zarówno generowanych przez AI, jak i pisanych przez ludzi.
Ale ten duet wymaga też odpowiedzialności: kontroli jakości, zadbania o dane, rozsądnego planowania kosztów i traktowania AI jako współpracownika, którego czasem trzeba skorygować, a nie jako nieomylnej wyroczni.
Jeśli chcesz, możesz zacząć naprawdę małym krokiem: jednym scenariuszem w Make, który np. zbiera komentarze z Facebooka, wysyła je do OpenAI po analizę i odkłada wyniki do arkusza. Kiedy zobaczysz różnicę w codziennej pracy zespołu, reszta pomysłów pojawi się bardzo szybko – bo to zwykle ludzie z agencji pierwsi zaczynają mówić: „Marta, a da się jeszcze zautomatyzować… ?”.